2010-01-24 05:33:27 >> Enchanting a disenchanted world ![]() Hieronim Bosch, Ogród Ziemskich Rozkoszy Glasgow, Wielka Brytania. Śmieszne miasto, śmieszny kraj. Każdy weekend jest tutaj tym samym szaleństwem. Czy to Glasgow, Edynburg, czy Londyn. Różowe limuzyny na ulicach, dziewczyny w maksymalnie krótkich sukienkach, bez rajstop (niezależnie od pogody!), sunące w imponująco wysokich szpilach do klubów, chłopacy dający mi do zrozumienia "różne rzeczy", mimo, iż część z nich ma dziewczynę (!), taksówki kursujące w tą i z powrotem nad ranem są chyba jedynimi pojazdami na ulicy; otwarte do późna take-away'e, serwujące frytki z octem, ulice zalane śmieciami - opakowaniami po frytkach, puszkami... Rozdawanie prezerwatyw na uniwersytecie, zdaje się, że dwa razy w tygodniu, wywieszki o antykoncepcji w sklepowych przebieralniach... Gdy wsiadałam do metra, koło dziesiątej, prawie się potknęłam o puszkę piwa. Usiadłszy na siedzeniu zobaczyłam śmieci w metrze; ta mentalność, że komuś się płaci, by to sprzątnął. Wysiadłam na wschodniej stronie (czy to tu się dźgają nożami, czy na południu?) i po paru minutach poszukiwań dotarłam do domu znajomych. Powitało mnie kordialne Oooch, it's so great you came a po chwili, Come, I'll get you a drink i zanim się zorientowałam, wypiłam potrójny shot wódki. Co by jednak nie powiedzieć, paradoksalnie, sympatycznie było. Uwielbiam te pijackie wyzniania, nagle się okazuje, że je faceci z mojej rosyjskiej grupy really do fancy me, a ja wypalam więcej niż w ciągu paru miesięcy. Wracam do domu, kiedy impreza przybiera dość niebezpieczny dla mnie obrót. Jestem głodna, pytam kierowcę taksówki, czy McDonald jest czynny. Mówi, że nie, ale może mi dać kurczaka, ma go gdzieś w bagażniku. Ta życzliwość i bezproblemowość. Dziękuję, mówię, że zjem w domu. Podchodzę do mieszkania, drzwi do klatki otwierają mi dwie dziewczyny, które właśnie się pojawiły, i uśmiechają się porozumiewawczo. ----- Myślę, że to jest prawdziwy kapitalizm. Wlk. Brytania to jednocześnie kraj oferujący wiele możliwiości, jak również wszelkie zakazane uciechy, które zakazane tu być przestają. Choć wybór tak prosty, to wydaje się, jakby tego wyboru nie było, bo prawie każdy pędzi za innymi, w tym samym kierunku. Kapitalizm to wg. mnie samodzielność myślenia i działania. Kiedy skonsumujemy samych siebie? Tagi: alkohol, londyn, wielka brytania, glasgow skomentuj (20) 2010-01-18 16:29:02 >> Pod niebieskim firmamentem... Każda kolejna grupa na fejsbuku, którą widzę, wydaje się być głupsza od poprzedniej, co jest pewnego rodzaju fenomenem. I tym razem nie zwróciłabym na kolejną grupę uwagi, gdyby nie jej nazwa NIE krzyżom w polskich publicznych szkołach. Muszę wyznać, że kompletnie nie rozumiem powyższego rozczenia, mimo, iż wypowiadam się z punktu widzenia osoby, która NIE jest katoliczką (choć próbowano mi go we mnie wepchnąć) i z tą tradycją ma niewiele wspólnego. Za to tak, mówię NIE lekcjom religii w szkołach. Zastąpmy je etyką. Ale wiedza o innych religiach przekazywana być na historii być powinna. Modlitw za to żadnych. Krzyż był, podczas całej mojej trzyletniej edukacji w państwowej szkole, elementem tak omniprezentnym, że większość czasu nie zwracałam na niego uwagi. Lecz krzyż też jest dla mnie symbolem i to nie w tym banalnym tego zdania znaczeniu. Symbolizuje on życie ideałami oraz śmierci za nie. Mimo, iż kompletnie w to wszystko nie wierzę, uważam, że opowieść o Chrystusie jest potrzebna, a ponieważ jest tak rozpowszechniona, to najłatwiej wywiesić ten oto symbol. Co do formy się nie spieram. Prosze bardzo, może to być cokolwiek innego. Żyjemy w czasach wielu możliwości, istnieje coś takiego co się nazywa grafika komputerowa. Byle coś o tym smutnym ale i, paradoksalnie, radosnym ładunku istniało i było rozpowszechnione, przynajmniej w miejscach publicznych. Coś dla niewierzących? Przykładów innych osób, które symbolizują coś podobnego, daleko szukać nie trzeba. Giordano Bruno, Sokrates, Jan Hus, Maksymilian Robespierre Joanna d'Arc to pięć pierwszych osob, które mi natychmiast przyszły na myśl. Są to postacie, o których uczniowie uczą sie na lekcje z historii (a przynajmniej uczyć się powinni), udokumentowane itd. Ponieważ giną one jednak w odmętach historii, warto je upamiętnić raz na zawsze, ująć w jakąć klamrę, symbol. O ile nie uważam, że potrzebna jest ludziom religia jako taka, to wyższe ideały na pewno są. Nie mówię tu nawet o wyznawaniu tych ideałów, jakiejś głębszej refleksji (nie wymagajmy od większości rzeczy tak możliwej przy ich kompetencjach, jak przysłowiowe chodzenie po wodzie), tylko samej wiedzy, że owszem, istnieje, że były osoby, którw postępowały podług nich i, mniej lub bardziej dosłownie, poświęcały nim swoje życie; oraz żeby postępować wedle najważniejszych z nich. Właśnie one, ideały, czynią nas prawdziwymi ludźmi, tymi nie tylko z nazwy. Co u licha tym ludziom przeszkadza? Nie religia w szkole (dla mnie to dość zrozumiałe), tylko sam krzyż! Czym ich tak uraża? Nawiasem mówiąc, czy tych ludzi równie oburzają półnagie "piosenkarki" w MTV i itd.? Ano, oto jeden z trzech argumentów: "podczas Międzynarodowego Kongresu dla Pokoju w Krakowie we wrześniu 2009 roku ktoś z niechrześcijańskich gości kardynała Dziwisza poczuł się urażony krzyżem w kapitularzu (!) klasztoru dominikanów. Z Kurii Archidiecezjalnej przyszło polecenie, aby go natychmiast zdjąć. Nie domagali się tego jednak „rozwydrzeni smarkacze” tylko najważniejsi rabini i teolodzy muzułmańscy na świecie." (cytat z tejże fejsbukowej grupy) Ci rabini, których ja miałam okazję poznać, jakoś nigdy nie czuli się urażeni obecnością krzyży. Wiem z autopsji, że osoby reprezentujące wiarę katolicką w spotkaniu z rabinem całowały mezuzę wedle żydowskiej tradycji. Nie widzę więc powodu, dla którego rabini mieli się czuć urażeni krzyżami. A coż, teolodzy muzułmańscy jakoś nie sprzeciwiają się zbyt mocno mordowaniu kobiet w ich własnych, islamskich krajach, więc nie wiem, czy ich zdanie można brać w tej kwestii na poważnie. Były jeszcze dwa bardzo długie i jeszcze bardziej mętne argumenty, w tym, że "Nie wolno zmuszać obywateli do niebrania udziału w czynnościach lub obrzędach religijnych ani do udziału w nich." "Niebranie" udzału?! A to krzyż jest czynnością/obrzędem religijnym?! Jest jeszcze argument w punkcie drugim jednak mimo, iż przeczytałam aż dwa razy, pozostaje dla mnie nadal tak samo niejasny jak był z początku. Osoby dociekliwe odsyłam do facebook.com i wpisanie sobie nazwy grupy, jednak nie ma sensu tam szukac sensu, ktorego nie ma. Poza tym, krzyż to "tylko" symbol, nie epatuje niczym groźnym. Promieniuje tylko subtelnym i delikatnym przekazem. Choć może właśnie dlatego, że jest subtelny, to nie podoba się tak wielu ludziom. Dobrze. W takim razie proponuję przekaz zastępczy dla ludzi opornych na delikatność i myślenie: MÓWI IDEAŁ. JEST NAS WIĘCEJ. NIE MUSISZ NAD TYM MYŚLEĆ, ALE SIĘ NAS NAUCZ I O NAS PAMIĘTAJ. * Do rozwieszenia w każdej polskiej, państwowej szkole. *"Przed użyciem przeczytaj ulotkę lub skonsultuj się z lekarzem, lub farmaceutą." Tagi: krzyż, facebook skomentuj (23) 2010-01-14 00:51:55 >> Niekończące się pytania (różne mają oblicza) Dlaczego nie jestem taka jak inni? Dlaczego nie jestem miła, chuda, dlaczego nie interesują mnie rzeczy, które mnie w ogóle nie obchodzą i dlaczego nie traktuję wszystkiego lekko? Dlaczego muszę być sobą? Dlaczego nie kimś innym...?! skomentuj (4) 2010-01-07 22:14:05 >> Do we need to be in the death car so we can be alive? A howling wind is whistling in the night My dog is growling in the night Something's pulling me outside To ride around in circles I know that you have got the time Coz anything I want, you do You'll take a ride throught the strangers Who don't understand how to feel In the death car we're alive In the death car we're alive To (dla mnie) dość nietypowe, że cytuję słowa piosenki na początek notatki. Wklejanie tekstów (koniecznie angielskich!) piosenek kojarzy mi się z rozhisteryzowanymi nastolatkami i ich niebagatelnymi wynurzeniami na bliżej nieokreślone tematy. W każdym razie, ta zwykła piosenka przemówiła do mnie, tak jak film, w którym się znalazła. Pokonując wczoraj kolejny etap podróży, czyli jadąc z Edynburga do Glasgow, obserwowałam miasto nocą. Uwielbiam miasto wieczorem, a w szczególności nocą. Każde miasto, jakie by nie było, ma w sobie wówczas coś magicznego. Nie lubię szkockich miast. Wszystkie są dla mnie bardzo podobnie architektonicznie i przez to jednolite, są małe i, jak dla mnie, nie daje wielu ciekawych możliwości. Poza tym: ci ludzie. Albo właśnie ten problem, że nie ludzie. Gdy idę przez ulicę, widzę nie indywidualności, tylko gromady, masy ludzi, sunących (tak, nie idących) przez miasto, kierowani jakąś dziwną siłą napędową. Około południa widać ludzi jedzących na ulicy, bądź zmierzających gromadnie do kawiarni/restauracji. Wieczorem są to masy sunące w kierunku pubów/klubów. Indywidualności giną gdzieś w tle. Późny wieczór, noc jest jakaś inspirująca, szlachetna. Miło się wtedy przejść. You'll take a ride through strangers Who don't understand how to feel In the death car we're alive In the death car we're alive Film Arizona Dream to film smutny, ale ładny obraz, opowiadający o ludziach mających siłę marzyć i dążyć do spełniania marzeń. Główny bohater, Axel, idealista, porzuca pracę w sklepie, by zamieszkać z wdową-marzycielką, która pragnie skonstruować samolot i móc dzięki niemu latać oraz z jej tajemniczą i niepokojącą pasierbicą. Z początku film wydawał mi się dość nudny i nawet trochę irytujący - pod względem nieprakryczności najważniejszych w nim bohaterów. Jednak po obejrzeniu całości film do mnie przemówił i pozostawił smutną reflekję. Nawet nie taką, że ludzie żyjący marzeniami i do nich dążący skazani są poniekąd na osamotnienie, ale, że wymaga to dużej odwagi i niezwykłego samozaparcia. Te dwie rzeczy sobie dopiero tu niedawno uświadomiłam. In the death car we're alive Well, at least there's a chance to be mentally wide-awake and fully alive! Tagi: arizona dream, glasgow, in the death car we're alive skomentuj (4) 2010-01-04 23:13:28 >> Haruka powraca - czysto osobistych reflekcji kilka Wróciłam; na dobre mam nadzieję. Powrót na bloga cieszy mnie. Jakaś część mnie powoli wypływa na wierzch, czyniąc pełniejszą mnie. Zmotywowana byłam, paradoksalnie, nudnym wykładem o dość współczesnej literaturze amerykańskiej. W szczegóły, przynajmniej póki co, wdawać się nie b ędę. Po wykładze miałam ochotę sięgnąć po solidne kompendium dot. amerykańskiej prozy i przewertować je w nadziei znalezienia choćby jednego ciekawego, przemawiającego do mnie wiersza. Czy znajdę coś wartościowego z obszaru kulturowego języka angielskiego? Z czasów współczesnych? To moja mała osobista misja. Trochę się zmieniło od ostatniego wpisu. Jestem teraz studentką w Szkocji. Prawie dwuletni pobyt w Zjednoczonym Królestwie nauczył mnie pewnych rzeczy, wzbogacił - może nie tyle w nowe reflekcje - ale choćby potwierdził je. Reflekcje niespisane, a z pewnością pewne detale bywają ulotne. Warto je więc je czym prędzej ująć w słowach. I myślę, że zrobię to wkrótce. Tagi: pisanie, wielka brytania skomentuj (2) 2007-05-10 01:28:27 >> A przed nią modlił się nos Praga Północ, mimo całej swej wątpliwej sławy, intrygowała mnie od dawna pod pewnym względem. Mianowicie znajduje się tam, prawie naprzeciwko centrum handlowego Wileńska, cerkiew. ![]() Nigdy jednak w tej cerwki nie byłam- jakkolwiek miałam okazję widzieć inne-po prostu przejdżałam przez Pragę by dostać się do innej dzielnicy i zawsze, patrząc na cerkwiew, zastanawiałam się kiedy tam wejdę. I właśniew ten dzień nadszedł w poniedziałek. Najpierw czekała mnie wizyta w szpitalu, po której skierowałam się w kierunku miejsca wiary. Już po otworzeniu drzwi poczułam oszołomienie wynikające z bogatwa zdobienia, a gdy byłam zupełnie w środku -i to podczas modlitwy i jeszcze pop chodził z kropidłem- dysktenie rozglądałam się na wszystkie strony (o ile można udawać, że te wspaniałości były mi dobrze znane i nie robią na mnie żadnego wrażenia). Brakowało tylko modlącego się gogolowskiego nosa! Opisywać wyglądu nie ma sensu, najlepiej samemu zobaczyć. Chciałabym jeszcze znaleźć się tam zupełnie sama, tak jak byłam niedawno w pewnym kościele, i poczuć 'majestat Boży'. Niemniej w cerkwi było wszystko, by poczuć się jakoś inaczej. Pilnie szukam Boga. Ale jakoś nie mogę Go znaleźć. skomentuj (15) 2007-05-04 23:08:07 >> Jej anorektyczny sen Za namową koleżanki (phy, jakby mnie długo do tego namawiała!) publikuję tu swój wiersz, przerywając tym samym niechęć pisania... Pewna wielka gala trwa, wiele gości bawi się, a wśród zadbanych pań, jedna najszczęśliwsza jest. Siedzi w kącie, niepozorna, z wielkim apetytem czekoladowy tort zajada. A gdzieś obok ona w blasku uwagi znajduje się. Wtem budzi się i cały sen znika, znów znajduje się we własnym pokoju. Panuje tu bałagan po ostatnim kochanku, lecz ona nadal o śnie myśli. O tym cieście, to z takim smakiem jadła, bo jedyne co ze smakiem zlizać może, to kokainę z talerza. Za ścianą śpi jeszcze druga marząca, ona jedynie idealności pragnie. I tak obie trwają, jedna w świecie ułudy, druga – marzeń, gdzie przez chwilę spełnić się może, by obudzić się z bólem w sercu. O n a myśli już, co będzie dzisiaj, jak prędko wieczorem przytomność straci, i nie będzie musiała myśleć o głodzie, zarówno tym prozaicznym, jak i w głębi duszy. Marzą, zazdroszcząc sobie nawzajem, ta pragnie j e j perfekcji, a ona – znudzona – wrażeń. Dlaczego jedna pragnie tego, czego nie docenia druga? Fałszywe to złudzenia, gdyż bez j e d n e g o głodne będą zawsze. Zdają się tego nie zauważać, wiedząc, Że to osiągnąć trudniej, niż zaspokoić palące pragnienie. Dlatego też O n a wieczorem wielu mężczyzn pozna I pogrąży się w rozpuście. Wtedy wrażeń będzie więcej, a myśli niepotrzebne. Gdy wkradnie się niepokój, przyjdzie czas na wino, by otępić zatrute myśli. Nad ranem kochanek do łóżka ją ułoży, by śnić mogła dalej… Zaś ona pójdzie w miejsce, gdzie będzie dużo ludzi, obojętnie gdzie. Wie, że te miejsca są nie dla niej… Wkrótce wróci, zamknie się w pokoju (i w sobie) jeszcze bardziej, i z dala od świata będzie się umęczać. Jedna może odetchnąć ceną drugiej, więc O n a trwa, zabijając nudę, Aż tamta za jedno pragnienie zaprzeda duszę. skomentuj (6) 2007-03-24 12:04:10 >> Złudna twarz Maska (którą muszę nosić?) coraz bardziej mi ciąży. (Nie mogę jej zdjąć?) Mam dosyć udawania , że...! skomentuj (6) 2007-02-26 02:31:04 >> O moim śnie nieco więcej BEZSENNOŚĆ REM HIPESOMIA SOMNAMBULIZM KOSZMAR SEN ŚWIADOMY KATAPLEKSJA ŚWIAT ASTRALNY MYŚLOKSZTAŁT OOBE Nieco chaotycznie zaczęłam i tak też będzie, podług moich snów. Jest nawet ku temu odpowiednia pora. Dochodzi druga w nocy, a ja nie mogę zasnąć. Zamiast przewracać się bezproduktywnie z boku na bok i kaszleć w poduszkę, wolę opisać mój ostatni sen. Nie było snu, który nie byłby dziwny, patrz: absurdalny. Nawet... koszmary. Nie, one mi się nie śnią, tylko czasem mam sny bardzo, nazwijmy to, męczące. Te są, poprzez swoją absurdalność, bardzo realistycznie. Tak, wiem, to paradoks, ale tak jest. Ten był chyba wyjątkowo głupi, chociaż, jak kto lubi, bo mi się absurd i surrealizm podoba. Otóż śniło mi się, że otworzyłam gazetę, bo zobaczyłam artykuł o mojej ciotce, z okazji tego, że schudła. Było jej imię, nazwisko i zdjęcie, które bynajmniej nie przedstawiało jej odchudzonej, podpis, że ma 140 lat i do tego nawet wywiad. Niestety, nie przeczytałam tego, ponieważ na sąsiedniej stronie był artykuł o Romanie Giertychu, gdzie przyznawał się do swojej alkoholickiej młodości. Z niewiadomych przyczyn zamknęłam gazetę i wyszłam na podwórko z dwiema wielkimi, różowymi miskami i zaczęłam prać z Mamą ubrania. Po jakimś czasie przestałam, bo za parkanem znalazłam cukierka i chciałam go koniecznie wziąć, a ponieważ nie mogłam sięgnąć ręką, chciałam wyjść. Ale nie miałam klucza; zaczęłam się rozglądać za kijem, żeby nim chwycić, ale sąsiad mi wskazał na otwór dla psa i powiedział, że mogę spróbować przejść. Byłam bardzo zadowolona, cukierka wzięłam. Jednak po chwili pojawiła się, nie wiem skąd, budka ochroniarska, biało-niebieska. Poprosiłam ochroniarza, żeby mnie wpuścił i tak zrobił, jeszcze zaczął mi mówić o swoim życiu i dał ciasteczka. Sceneria zmieniła się, znalazłam się z różnymi osobami na wzgórzu. Spotkałam moją koleżankę z dawnej klasy. Przywitałam się, rozmawiałyśmy i musiałam coś niemiłego powiedzieć, ale nie pamiętam co, bo stwierdziła, że chodzę ciągle tak samo ubrana, a potem zaprzeczyła nieświadomie, mówiąc, że zakładam spodnie i potem do nich noszę kolejno każdą bluzkę, jaką mam, i potem zakładam następne. Ja za to stwierdziłam, że ona ciągle mówi to samo, i jest to jej wypróbowana metoda na przypodobania się innym, i że jest bardzo głupia. Wtem usłyszałyśmy turkot, więc ona powiedziała, że chyba ktoś się skrada, a ja, że ktoś biegnie. Po chwili zobaczyłyśmy jadący po torach pomarańczowy wagonik-kontener ze śmieciami(!). Przejechał obok nas obojętnie i zniknął za choryzontem. Wobec tego ja powiedziałam do koleżanki, że obie się mylimy i nie powinnyśmy się już nigdy kłócić, tylko sobie wszystko wybaczyć; obie się więc kordialnie uściskałyśmy. Potem przyszła jakaś dorosła osoba i powiedziała, że mamy czas wolny i możemy iść, gdzie chcemy. Koleżanka zniknęła i zastanawiałam się do kogo dołączyć, wtem zobaczyłam trzy koleżanki z kolonii. Podąrzyłam za nimi, jednak z trzech została się jedna i szłyśmy na imrezę. Weszłam do pokoju, lecz jej już nie było, za to byli w nim niezbyt ciekawi ludzi, którzy po chwili się zamienili w trzech murzynów. (Powiedzmy, że murzynów... nie lubię). Oburzona, wybiegłam z pokoju, natrafiając na kolejnego murzyna. Jednak musiałam przejść przez jakieś amerykańskie biuro, chyba celne i kazano mi wypełnić kwestionariusz, po czym dołączyno mi jakiś papier, włorzono w kopertę i powiedziano, że mam to wysłać do Stanów (co z tego, że w nich aktualnie byłam...). Chciałam już wyjść, i miano mi odblokować bramkę - taką, jaka jest w warszawskim metrze - ale coś się zacięło, więc powiedziałam, że nie ma problemu i przeskoczyłam przez nią. Mignęła mi jedna nauczycielka, która była w śnie policjantem, a co było potem...? Nie pamiętam, za chwilę mnie obudzono. Bardzo zastanawiająca jest funkcja snów. (O ile takowa istnieje).Wydaje mi się, że sny ilustrują podświadomość. Jeżeli tak, to powyższy sen wybitnie świadczy o mojej drugiej stronie, tej zupełnie niefrasobliwej i skrajnie niepoważnej. Albo o wybujałej wyobraźni? Równie idiotyczne były moje "prorocze" sny. Śniło mi się niedawno, że jakiś głos mówi "George Sand" i faktycznie, tego dnia na polskim wspomnieliśmy o niej (tylko ja wiedziałam, kto to jest). Czy śniło mi się, że ktoś powiedział, że klasówka z historii będzie przełożona i rzeczywiście. Choć raz miałam sen, że przez przypadek ukułam się zakarzoną strzykawką od heroiny (we śnie byłam dilerką) i miałam umrzeć. Tego dnia, również przez przypadek, wbił mi się grafit od ołówka w rękę, w to samo miejsce. Chyba powinnam zacząć prowadzić dziennik ze snami. Żydzowska tradycja mówi, że gdy zasypiamy, dusza nasza ulatuje do Haszem (Boga). Dlatego też po wstaniu, każdego dnia, odmawia się Mode ani, dziękując, że dusza wróciła do ciała. Sny są tak realistyczne. Tak myślę, że może to jest drugi świat, ten niematerialny, prawdziwy. I może tam idziemy po śmierci? W końcu funkcji snu nie stwierdzono, a podczas mózg zużywa ilość energii porównywalną do stanu świadomego. A wpływając na sen, a nawet go tworząc, jesteśmy bogami. ŚWIAT RZECZWYWISTY? Proszę o długie komentarze :] skomentuj (33) 2007-02-18 22:25:58 >> Egzystencjonalna wędrówka Wędrówką jedną życie jest człowieka; Idzie wciąż, Dalej wciąż, Dokąd? Skąd? Dokąd? Skąd? Jak zjawa senna życie jest człowieka; Zjawia się, Dotknąć chcesz, Lecz ucieka? Lecz ucieka! To nic! To nic! To nic! Dopóki sił Jednak iść! Przecież iść! Będę iść! To nic! To nic! To nic! Dopóki sił, Będę szedł! Będę biegł! Nie dam się! Wędrówką jedną jest życie człowieka, Idzie tam, Idzie tu, Brak mu tchu? Brak mu tchu! Jak chmura zwiewna życie jest człowieka! Płynie wzwyż, Płynie w niż! Śmierć go czeka? Śmierć go czeka! [Refren: To nic! To nic!] Edward Stachura Bo przecież śmierć to nic takiego, prawda? skomentuj (6) |